Kurama (鞍馬) – z wizytą u króla tengu

Niecałą godzinę od turystycznego Kioto, kryje się małe miasteczko z kompleksem świątyń w górach – Kurama (鞍馬). Zdecydowany hit ostatniego pobytu w Japonii!

Lokalny pociąg, który jedzie na północ miasta, świecił pustkami. Z każdym kilometrem od centrum miasta, ludzie powoli wysiadali, znikali wśród coraz niższych zabudowań. Czasami przez kilkanaście minut pociąg wtaczał się powoli pod górę, w stronę zieleni, świeżego powietrza, z dala od zalanego betonem Kioto i jego malutkich świątynnych oaz.

Zaczęłam (jak zwykle!) od jedzenia. Tuż przy wejściu do świątyni znajduje się restauracja z buddyjskim postnym jedzeniem. Yōshū-ji (雍州路) oferuje najlepsze shōjin ryōri, jakie jadłam od lat. Skusiłam się na specjalny zestaw: kurama-yama shōjin zen (鞍馬山精進膳) i wiem, że jeśli będę kiedykolwiek w Kioto, to muszę tam wrócić, choć nie jest to specjalnie po drodze.

Kiedy mówimy o „buddyjskiej” świątyni, tak naprawdę dość mocno generalizujemy. Istnieją setki sekt, a każda z nich skupia swoją uwagę na czymś innym. Przyznam szczerze, że moja wiedza w tym zakresie jest dość ograniczona, ale za każdym razem, kiedy czytam o historii danej świątyni, próbuję dowiedzieć się także co nie co o tym, kto ją założył i dlaczego.

Kurama-dera na przestrzeni wieków przechodziła wiele razy od jednej sekty do drugiej. Jej początki sięgają około VIII wieku – powszechnie uważa się, że jej założycielem był chiński mnich Jiànzhēn (鑑禎). Po wielu perypetiach – zmianie sekt, pożarach i wojnach – świątynia stała się w 1947 roku centrum nowego niezależnego odłamu – nauczania Kurama.

Do czczonego tutaj tradycyjnie jednego z tak zwanych Czterech Niebiańskich Królów i strażnika północy Bishamonten (毘沙門天) oraz bogini miłosierdzia Kannon, dołączono po wojnie trzecią postać – tajemniczego Lorda Obrońcę. Nie do końca wiadomo, kim jest niby ten Obrońca. I tu zaczyna się robić ciekawie. Z tego, co wyczytałam, wiele osób utożsamia go z Sanat Kumāra. Gdy próbowałam doczytać coś więcej, mój mózg po prostu tego nie ogarnął – dziewiąty poziom inicjacji, panowanie nad duchową hierarchią ziemi i inne takie new age’owe rzeczy nie są dla mnie. W każdym razie – Lord Obrońca z Kurama przyleciał ponoć z planety Wenus na Ziemię 6,5 miliona lat temu, lecz ma postać kilkunastoletniego chłopca, ze względu na chemiczną różnicę między atmosferami dwóch planet (?!).

Lord Obrońca uznawany jest także za przodka i patrona tengu (天狗). No i tutaj nareszcie wracamy do japońskiej mitologii, która nawet trzyma się kupy. I jest przy okazji fascynująca.

O tengu wspomniałam dość pobieżnie w jednym z moich pierwszych wpisów na blogu (jak ten czas leci!) o wejściu na leżącą nieopodal Tokio górę Takao-san (). Uznawane są one zarówno za szintoistyczne bóstwa kami, jak i nadprzyrodzone istoty yokai. Przedstawiane są z reguły jako postaci z ogromnymi nosami, choć na początku były rysowane z ogromnymi dziobami, wbrew nazwie, która znaczy dosłownie: „niebiańskie psy”. Najprawdopodobniej zaczerpnięte zostały z chińskiej mitologii, w której tiāngǒu (zapisywane tymi samymi znakami), jedzą księżyc lub słońce podczas zaćmienia.

Początkowo przedstawiane były jako złe demony, które przysparzają problemów, zwłaszcza tym, którzy próbują zbliżyć się do Buddy: porywają mnichów, wstępują w kobiety, które uwodzą świętych, obrabiają świątynie. Z czasem, w okolicach XVII wieku, ich obraz zaczął ulegać zmianie – ze złych demonów zmieniły się w ich przeciwieństwo: obrońców buddyjskich mnichów, lasów i gór.

Na górze Kurama mieszka król tengu – Sōjōbō (僧正坊), dosłownie „Wysoki rangą buddyjski kapłan”. To stary yamabushi, ascetyczny eremita, z długimi białymi włosami, który ma moc tysiąca zwykłych tengu.

Na zboczu góry znajduje się też świątynia szintoistyczna: Yuki-jinja (由岐神社) – w połowie drogi na sam szczyt. Po obu stronach schodów, które prowadzą w stronę głównego ołtarza Yuki-jinja rosną dwa ogromne drzewa kryptomerii japońskiej. Nie umiem do końca opisać tego słowami, ale niezwykle uspokaja mnie myśl, że świątynia ta stoi tutaj od ponad tysiąca lat.

Zbudowana jest w tradycyjnym stylu Momoyama (桃山) – na początku XVII wieku odbudował ją syn Toyotomi Hideyoshiego. Oprócz architektury i otaczającej jej natury znana jest z bardziej przyziemnych spraw: ze sprzedaży talizmanów. Na swojej stronie reklamuje omamori na dobre zamążpójście, zdrowie i bezpieczny poród. A do kupki talizmanów można dorzucić jeszcze breloczek z tengu (nie skusiłam się).

Wejście na szczyt to jednak nie koniec. Można kontynuować swoją podróż przez piękne góry, aż do odległej o kilka kilometrów świątyni Kifune. Ale napiszę o niej przy następnej okazji.

Categories Legendy Podróże Religie
Karolina

Cześć! Mam na imię Karolina. Jestem absolwentką japonistyki na Oxfordzie i autorką książki "Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" (Wydawnictwo Czarne). Na blogu piszę głównie o Azji Wschodniej - zwłaszcza w kontekście podróży. Prowadzę też Tajfunowy Klub Książkowy, grupę na FB, gdzie rozmawiamy o japońskiej literaturze pięknej.

7 comments on “Kurama (鞍馬) – z wizytą u króla tengu

  1. A ta tabliczka ema z kotkiem, to też z Yuki-jinja jest?

  2. Droga Karolino,

    Czy moglabys napisac o tym jak wyglada droga na Oksford? To znaczy, jak wyglada w praktyce ubieganie sie o miejsce na tej uczelni. Bardzo Cie prosze o taki wpis gdyz mysle o studiowaniu na Oksfordzie.

    Pozdrawiam,
    Hania

  3. Bardzo przydatne są Twoje posty, można czerpać wiedzę, można dokształcać i uzupełniać przemyślenia na temat egzotyki Japonii. Dziękuję.
    Serdecznie pozdrawiam

  4. Ucieczka (choćby na chwilę) z turystycznego miasteczka, w taką „głuszę” jest fantastyczna. Czy to tylko kwestia zdjęć, czy tam nie ma prawie ludzi?

  5. Miasteczko Kurama to niezwykłe miejsce na ziemi 🙂 Nie wątpliwie urocze i klimatyczne. Pozdrowienia

  6. Kurama to miejsce które trzeba koniecznie zobaczyć 🙂 Post bardzo fajnie napisany. Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *